Rumunia - Kraj Drakuli, balneoterapii i… gimnastyki [Podróże Manuki, cz. 27]

„Bună dimineaţa!”, woła do mnie entuzjastycznie Mircea, mój przyjaciel, który czeka na mnie na lotnisku w Bukareszcie. Umówiliśmy się na objazdówkę po Rumunii: wsiadamy prędko do samochodu i ruszamy na podbój tego pięknego kraju!

 

Od Drakuli do hipisów

Mircea przeciąga się za kółkiem, a ja kartkuję przewodnik. Rumunia – tak, to tutaj rezydował słynny Wład Palownik, zwany „Drakulą”. Na pewno znacie te wszystkie makabryczne legendy, ocierające się o wampiryczne plotki. Ale jakbyście chcieli zwiedzić siedzibę tegoż władcy, to może być problem: co najmniej kilka zamków mianowało się „prawdziwym zamkiem Drakuli”…

 

Zamek w Branie – jeden z „kandydatów” do siedziby legendarnego Draculi!

 

Myślę, że zamek sobie darujemy, ale za to odwiedzimy kilka miast i koniecznie zapoznamy się bliżej z rumuńską przyrodą. Zresztą, jak już podróżować po Rumunii, to nie tylko przez urokliwe miejscowości czy przepiękne pasma górskie. Kraj słynie także z balneoterapii i znajduje się w nim jedna trzecia europejskich źródeł, zarówno termalnych, jak i mineralnych. Kąpieli można zażywać w ponad siedemdziesięciu uzdrowiskach i kurortach!

„A jak wolisz bardziej rozrywkowe klimaty, to jedziemy do Vame Veche”, zapowiada Mircea. Właśnie tam znajduje się plaża… hipisów! Niegdyś to była spokojna, cicha wioseczka rybacka nad Morzem Czarnym, a dziś zjeżdża się tam nietuzinkowa młodzież z całego świata. Dzika plaża, namioty, ogniska… dla spragnionych muzycznych wrażeń jest też festiwal Stufstock, nawiązujący do Woodstocku. Mircea, dawaj gazu i w drogę!

 

Rumuńskie plaże nad Morzem Czarnym są oblegane przez spragnionych wypoczynku turystów.

 

Rumuni: stereotypy?

Przyglądam się mijanym okolicom bardzo uważnie i zastanawiam się, jacy tak naprawdę są ich mieszkańcy. Połowa Europy podziela stereotyp Rumunów jako albo leniwych, albo cwaniaków. „Słuchaj, Mircea, jak to z wami jest? Bo opinia o Rumunach jest raczej… mało pochlebna”, pytam wprost mojego przyjaciela.

„A o was mówią, że w Nowej Zelandii jest więcej owiec niż ludzi”, wytyka mi stereotyp o moim kraju Mircea. „Niby o Rumunach mówi się, że to oszuści. Nieprawda! Takich życzliwych i gościnnych jak my to ze świecą szukać”. Już po krótkiej podróży po Rumunii trudno mi się nie zgodzić, zwłaszcza, że co jak co, ale Mircea jest modelowym okazem życzliwego obywatela.

Przy okazji dowiaduję się, że narodowym sportem Rumunów jest gimnastyka – to między innymi zasługa słynnej Nadi Comăneci, wielokrotnej mistrzyni Europy, świata i zdobywczyni pięciu złotych medali olimpijskich. Ojj, gimnastyka by mi się przydała jako forma spalenia kalorii, bo mam wrażenie, że przybyło mi kilka kilo po rumuńskich specjałach, zjedzonych po drodze…

 

Gimnastyka – to narodowy sport Rumunów.

 

Od zupy do pączków, czyli pora na rumuńską kuchnią

Nie raz i nie dwa zajechaliśmy w trakcie podróży do przydrożnych restauracji, żeby poznać i tę stronę kultury. Aromatyczne, kwaśne zupy, znane jako ciorbă, to podstawa rumuńskiej kuchni. Skusiłem się na wyjątkowy lokalny specjał, czyli ciorbă de burtă, a dopiero po złożeniu zamówienia Mircea uświadomił mnie, że to flaczki! Cóż, do odważnych świat należy. Były bardzo smaczne.

Moje serce podbija jednak inne narodowe danie: mamałyga (mămăligă), czyli kasza kukurydziana ugotowana w wodzie lub mleku, podana ze śmietaną i bryndzą. Mógłbym ją jeść na okrągło, jako osobne danie i jako dodatek do różnych innych smakołyków. Wielu Rumunów przygotowuje kaszę na mamałygę osobiście – Mircea podpowiada mi, że właśnie do tego służą suszące się girlandy kukurydzy, zwisające z dachów domów na prowincji.

Nie obejdzie się też bez deseru: wybieram papanași, małe, pączkopodobne słodkości na bazie białego sera. Zazwyczaj podaje się je z konfiturą  i słodką śmietaną, ale na pewno świetnie smakowałyby też polane miodem manuka, moim imiennikiem z Nowej Zelandii!

 

Kukurydza się suszy: będzie z niej kasza na mamałygę!

 

Gościnni Rumuni, piękne widoki, malownicze miasteczka i smakowitości niespotykane nigdzie indziej: bardzo mi się podoba w tym kraju! Ciekawe, jaki zapas kaszy na mamałygę uda mi się upchnąć do bagażu…

 

Zdjęcia:

https://foter.com/fff/photo/44654419251/3a6e17ec66/

https://foter.com/fff/photo/14564033040/91f53eed0b/

https://foter.com/fff/photo/25499342164/9061601d83/

https://foter.com/fff/photo/8646863855/27f7ebfea7/

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl